Oj coś mnie tu dawno nie było...
Ale ostatnie dni, a raczej wieczory, bo przy mojej Córeczce to dla siebie ma tylko wieczory, spędziłam w łóżku z książką. I nie jak zwykle się to zdążało, że mówiłam ze idę czytać a mąż po 5 minutach gasił mi światło bo przysypiałam. Ostatnio wieczorkami wciągnęła mnie książka Charlesa Martina "Kiedy płaczą świerszcze".
Ma to wszystko co lubie w książce: pewna tajemnica, trochę psychologii, jakaś miłość w tle. Do tego wzrusza, ale czytając pojawia się i uśmiech. Początkowo bardzo nie jednoznaczna, z każdą stroną sprawia, że puzzle zaczynają się układać. Dobrze pokazany proces wychodzenia z trudnej psychicznie sytuacji. A o czym dokładnie jest? Nie napisze.. może ktoś się skusi. Mnie spodobała się na tyle, że sięgnęłam po kolejną tego autora.
Do słoiczka dobrych wspomnień wrzucam dziś: chwile z książką.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz