Dziś troszkę o charakterze... Zastanawiam się czy pewne cechy jakie obserwuje u mojej Córki to są stałe cechy jej charakteru czy wynikają raczej z wieku rozwojowego? Czy za kilka lat też będzie taka? Czy to nie za wcześnie, by cechy charakteru się już ujawniły? Spotkałam się z opinią ze już u kilkudniowych niemowlaków można zauważyć pewne cechy charakteru czy chyba bardziej temperamentu. I tak sięgając wstecz to mogłabym powiedzieć ze moja Córeczka w pierwszych dniach była raczej nie kłopotliwym dzieckiem, a większość gorszych dni (a słuchając innych mam odnoszę wrażenie, ze było ich bardzo mało) wynikały z jej reakcji na moje zdenerwowanie (bo świeżo upieczony rodzic to jednak trochę zestresowany jest ;-) ). Jakbym dziś miała spróbować określić jaka jest moja Córeczka to użyłabym takich słów:
Pogodna - wiadomo, że zdarzają jej się gorsze dni, ale rano zawsze wstaje zadowolona.
Pełna energii - ale może wszystkie dzieci w jej wieku mają tyle energii?
Otwarta - raczej obcych się nie boi - wystarczy, że ktoś się szczerze uśmiecha ;-) i mama jest obok.
Ostrożna - potrzebuje czasu, by oswoić się z nową rzeczywistością, ale jednocześnie jest bardzo ciekawa. Na twarzy widać jak maluje jej się ciekawość na zmianę ze strachem (np. kilka dni oswajała się z choinką, teraz jest już z nią za pan brat, więc choinka jest częściowo rozebrana :-D).
I pewnie jeszcze kilka określeń, by się znalazło, ale te wydają mi się najbardziej trafne.
Zazwyczaj po każdym z takich określeń pojawia się porównanie: ...jak mama, ...jak tata, ...to po wujku, ...to po babci. Z jednej strony wiem, że takie porównania nasuwają się niemalże automatycznie. Z drugiej jednak, ucząc się trochę psychologii, wiem że to dobre nie jest. Żadne porównania nie służą tej osobie. I zauważyłam, że one zaczynają działać jak "samospełniająca się przepowiednia". Raz przypięta "łatka", "porównanie" sprawia, że zaczynamy patrzeć na dana osobę (bez różnicy czy to dorosły czy dziecko) właśnie w określony sposób. Przykład? Proszę bardzo: w którymś momencie rozszerzania diety Córeczka przez jakiś czas grymasiła przy jedzeniu, zaraz pojawiły się komentarze: "o cały chrzestny, on to też cudował z jedzeniem". Przyznam, że sama dopytywałam rodzinki jaka ja byłam w tej kwestii, a jaki mąż. Nie wiem, może szukałam winnego? W momencie, gdy przestałam patrzeć na nią jak na "wujka- niejadka" problem znikł. Stwierdziłam, że przecież Córeczka też człowiek i do tego bardzo indywidulany i ma prawo czegoś nie lubić, na cos nie mieć ochoty. A może zmieniło się moje patrzenie na Nią? Grymaszenia nie odbieram jako stałej cechy, która będzie zawsze, ale jak coś co jest tu i teraz a wcale nie oznacza, że przy następnym posiłku czy jutro też będzie. Od razu człowiek spokojniej na to patrzy, "nie spina się" tak, to i dziecko spokojniejsze, więc chętniej je.
A jak już przy charakterze jesteśmy to zauważyłam, że ja chyba bardziej pesymistka niż optymistka jestem. A na pewno trudno mi dostrzegać małe radości, z których składa się życie. Zaczynam więc coś z tym zrobić. Dziś do Słoika Dobrych Wspomnień wrzucam 2 karteczki:
1. córeczka gdy zobaczyła, że się ubieram bardzo chciała mi pomóc i próbowała założyć mi na nogę skarpetkę, nie ważne ze nie moją, tylko męża. :-D
2 Upiekłam dziś pyszny chleb :-D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz