sobota, 1 lutego 2014

Dorasta mi Córka!!! ;-)



Normalnie w szoku jestem jak z dnia na dzień moja Córeczka się zmienia, dorasta jak nic!!! Trzy sytuacje na potwierdzenie tego:
1. Jedzenie. Nie ma tego po mamusi ;-), która od maleńkości jak widziała jedzenie to otwierała buzię. Oj bardzo, bardzo często trzeba się nagimnastykować, by posiłek był zjedzony. Od kilka dniu przestałam jej gotować osobne jedzenie typowo "niemowlaczkowe", albo je to co my, albo gotuje jej dania bardziej przypominające dania "dorosłych". Dziś np. było risotto z cebulką, cukinią, papryczką, kurczaczkiem dość mocno ziołowo doprawione i nie miksowane!! Ale to nie jedyny przejaw "dorastania" mojej Córeczki. Nie tylko jedzenia ma być takie jak rodziców, ale i sztućce (metalowe). No i tylko własną ręką do buzi doprowadzone. Nie wnikam ile wyląduje w brzuszku, a ile na ubraniu, krzesełku, podłodze, rodzicach (ryż nawet w pampersie znalazłam). Widzę, że co któraś łyżeczka czy widelec trafia do buzi, a co  najważniejsze nie ma wrzasku, jest miła, spokojna atmosfera, brak nerwów.
2 Spacer. Dziś Córeczka odbyła pierwszy spacer.....na własnych nóżkach. Cel spacerku nie był imponujący -bankomat i sklep, ale trasa jak na pierwszy raz wcale nie krótka. Początkowo nie bardzo chciała iść i kierowała się w stronę samochodów (do tej pory podróżowała albo wózkiem, albo właśnie autem). Zaczęłyśmy od trzymania się za obie ręce, ale plecy zaczęły mi doskwierać i była perspektywa zakupów (które w zębach bym raczej nie uniosła), więc trzeba było Córkę przestawić na jedną rączkę. Poszła :-) Oczywiście ciekawość zwyciężyła i szukała trudniejszych tras. Przy żywopłocie (o tej porze roku same gałązki) zatrzymała się na dłużej, podotykała rączkami i zapytała "co to?" W sklepie trochę odpoczęła podziwiając ofertę z  wysokości sklepowego wózka. Widać było po niej, że jest trochę zmęczona- nie uśmiechała się do innych klientów ;-). Ze sklepu było już trochę gorzej bo siatka w jednej ręce, a Córka za drugą rękę. Mała dała radę - doszła pod samą klatkę i.....zrobiła bach! I wtedy troszkę się rozżaliła, ale wniesiona po schodach do domu i po chwili już pełna energii była (czego nie można powiedzieć o jej matce;-) ). W lecie coś czuję, że będzie bieganko za Córką (myślę, że zimowe buty i błoto pośniegowe w istotny sposób przyczyniły się do zmęczenia Małego Piechura).
3. Wykonywanie poleceń. (tylko czy to objaw dorastania ;-) ) Staram się uczyć Córeczkę sprzątania po sobie. Bardzo lubi wycierać meble, podłogi, ale nie o tym dziś. Zawsze wieczorem wspólnie zbieramy zabawki. Najlepiej Małej idzie zbieranie klocków (może to, ten odgłos gdy wpadają do pudełka ;-) ). Dziś wieczorem prasowałam jej piżamkę (spokojnie, nie robię tego zawsze, dziś była wyjątkowa sytuacja), a Mała kręciła się blisko kabla od żelazka. Bałam się, by nie pociągnęła za niego i nie zrzuciła sobie na głowę, więc tak bez większego przekonania powiedziałam "Idź do dużego pokoju i pozbieraj klocki" (liczyłam na to, że tatuś ją przejmie). Jakie było moje zdziwienie gdy Córeczka wyszła z pokoju, a ja po chwili usłyszałam charakterystyczny odgłos wrzucanych do pudełka klocków. No, dobra nie pozbierała wszystkich, ale chyba brakowało jej towarzystwa :-)

Czyli co skoro Córka dorasta to znaczy, że ja się starzeję?? NIE!!!!!!!!!!!!!!

Wszystkie "samodzielności" mojej Córeczki wrzucam do Słoika Dobrych Wspomnień!

PS, Zdjęcie z sieci, ale Córeczka też zakłada nasze buty.

1 komentarz:

  1. Nie, nie! To tylko dzieci się starzeją :) My wiecznie młodzi :D

    OdpowiedzUsuń