środa, 12 lutego 2014

Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie...


Oj dawno mnie nie było, ale dopadły nas choróbska i jakoś weny nie było. Ale w głowie powoli układa się drugi post.

Dziś mało pozytywnie o chorobie. Sezon grypowy w pełni i niestety i nas nie ominęło. Najpierw mąż mega przeziębienie i jeszcze większa opryszczka. A w ubiegły poniedziałek padło na córkę. Nie wierzyłam w te teksty "kładzie się zdrowa, a w staje chora". Życie zweryfikowało- bo było dokładnie tak -   w niedziele poszła spać i nic nie wskazywało, że w poniedziałek będzie chora. Zaczęło się od gorączki 38, a popołudniu dobiła mi do 40 stopni. Dosłownie "leciała mi przez ręce". Nie życzę nikomu takiego widoku. Na szczęście leki obniżające gorączkę i antybiotyk zadziałały  i już po kilku dniach była moją żywą, radosną i psocącą dziewczynką. Miałam świadomość, że zapalenie gardła to nie jest najcięższa choroba i że pewnie jeszcze nie raz Córeczka będzie chora, ale uświadomiłam sobie jak niezwykle istotne jest to, że mam zdrowe dziecko. Niby wiedziałam, że zdrowie jest niezwykle ważne, ale choroba pokazała mi, że naprawdę mam być za co wdzięczną . Będę teraz z jeszcze większym podziwem i zrozumieniem patrzeć na rodziców, którzy walczą każdego dnia o życie i zdrowie swojego dziecka. A takich rodziców nie jest przecież mało.


Do słoika wrzucam karteczkę z jednym słowem "ZDROWIE".


A żeby nie było mnie tez przeziębienie dopadło, ale zdecydowanie z całej naszej trójki ze mną obeszło się wyjątkowo łagodnie. Czyżby złego.....;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz