- wizyta u lekarza ( jakieś 45 minut),
- zakupy (ok 2 godziny z telefonem co 30 minut),
- załatwianie chrzcin ( 2 wyjścia: 30 minut i 45 minut),
- wesele ( 6-7 godzin w nocy, bo wcześniej córka była z nami),
- wyjście na basen (ok 1,5 godziny)......więcej "grzechów" nie pamiętam.
Cóż: raz że mało, dwa że nie wszystkie "wyjścia we dwoje" można nazwać randką. Na co dzień to Córka towarzyszy nam obojgu, albo któremuś z nas, albo jest z babcią. Jak zrobiłam takie podsumowanie, utwierdziłam się, że czas na RANDKĘ. Padło na kino i film "Jack Strong" - dobra nie jest to szczyt romantyzmu. ;-) Tylko wyjście z mężem to nie takie proste. Już całkowity spontan odpada. Trzeba wyjście zaplanować wcześniej. Musimy być odpowiednia pora- wybraliśmy seans o 17.45, ten o 20.00 odpadał bo to pora kąpieli i usypiania Córeczki. Trzeba zapewnić opiekę Małej, więc wcześniej umówić się z babcią. Jak dobrze, że babcia mieszka blisko i jest "na każde zawołanie".
A sama randka? Cóż..... początkowo czułam się lekko dziwnie, a po głowie krążyły mi myśli : czy nie zaniedbuje Mojego Dziecka? Dobrze, że sobie przetłumaczyłam, że Mała jest pod dobra opieka i przez prawie 3 godziny nic jej się nie stanie. Film mi się podobał, zrobił na mnie dobre wrażenie i dostarczył nam tematów do rozmów na resztę wieczoru. Czas w kinie minął bardzo szybko. Po seansie nie było romantycznych spacerków, kolacji na mieście tylko.... szybciutko do domu po czas na wieczorne rytuały Córeczki. :-) Kolacja była już w domowych pieleszach.
Randka z mężem podładowała nasze akumulatory, pozwoliła pobyć razem, oderwać się od codzienności. Wniosek: trzeba to powtórzyć!!! Choć ukryć się nie da, że takie wyjście różni się od randek z czasów "bez dziecka".
PS. Tak nam się spodobało wyjście we dwoje, że dziś "podrzuciliśmy" Córeczkę do dziadków i pojechaliśmy na cotygodniowe zakupy - "spożywka". Ależ my jesteśmy romantyczni!!! :-D

Więcej wspólnych chwil życzę :D
OdpowiedzUsuń